01.01.2016

The 100's 30 Day Fanfiction Challenge - Dzień #10

Motyw: Ulubiony cytat
Dzieje się: Nieokreślony czas po sezonie 2; Camp Jaha i okolice
Inne uwagi: AU; smutne; Bellarke
Więcej o Fanfiction Challenge: [link]

Bellamy znajduje Clarke ciężko ranną w lesie. Nie będąc w stanie samemu opatrzyć jej ran, zabiera ją do Camp Jaha... Tylko czy dotrą tam na czas?



- Hej, wszystko będzie dobrze! Shh... Będzie dobrze! - Zdesperowany głos Bellamy'ego łamał się. On sam nie miał już siły dalej iść. Patrzył Clarke w oczy zamglone bólem. Dziewczyna była jeszcze przytomna, bo kąciki jej ust uniosły się lekko, z wysiłkiem. Chłopak podniósł się raz jeszcze, trzymając ją na rękach. Nie uszedł jednak daleko, bo kolana ugięły się pod nim. Upadł na nie, przytulając Clarke mocniej do siebie, by uchronić ją przed uderzeniem o ziemię.
- Dotrzemy do obozu! Obiecuję! - Wymamrotał ze łzami w oczach.
- Bell... - Jej głos był słaby, ledwo słyszalny. - Daj spokój...
- Nie! Nie ma mowy! - Bellamy zaczynał panikować. Clarke jednak wyglądała na pogodzoną ze swoim losem. Ruszyła lekko ręką, po czym powoli uniosła ją, wskazując na swój brzuch. Widniała tam ciemnoczerwona plama, która pomimo prowizorycznego opatrunku, poszerzała się.
Chłopak nie potrafił już powstrzymać łez, które teraz torowały sobie drogę wśród brudu, który pokrywał jego policzki.
- To nie może się tak skończyć... Nie, nie zgadzam się!
- Bell... Będzie dobrze... - Powtórzyła słowa, których on sam użył, ale oczywistym było, że nie miała na myśli siebie.
- Czy jest cokolwiek, co mógłbym zrobić? - Spytał, przełykając łzy.
- Pocałuj mnie. - Jej głos był tak słaby, że nie był pewien, czy naprawdę to powiedziała, czy też po prostu chciał to usłyszeć. Ale niezależnie od tego, jak faktycznie było, nachylił się nad nią. Jego usta z początku delikatnie musnęły usta Clarke. Po chwili jednak złożył na nich pocałunek długi, pełen desperacji. Tak bardzo nie chciał jej tracić.
Kiedy się odsunął, dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Zaraz potem uleciało z niej życie.

***

Gdy Bellamy zjawił się z ciałem w Camp Jaha, natychmiast wysłano kogoś by powiadomił Abby. Kobieta wybiegła z jednego z namiotów, gdy tylko usłyszała wieści. Za nią wybiegł Marcus, wołając jej imię. Dogonił ją dopiero przy bramie, gdzie klęczał Bellamy, trzymając Clarke w objęciach. Abby przypadła do ciała swojej córki, nie wierząc własnym oczom. Nagle ciszę, która ogarnęła cały obóz, przerwał jej krzyk. Krzyk rozpaczy matki, która straciła jedyne dziecko. Kane złapał ją za ramiona, starając się ją uspokoić, ale całkowicie ignorowała jego wysiłki.

***

Ciało leżało na noszach na ziemi. Zostało przybrane kwiatami, które zebrali Lincoln z Octavią. Dookoła zebrała się grupka ludzi. Z przodu stali najbliżsi, a więc Abby, podtrzymywana przez Marcusa, Raven wtulona w Wicka, poważni i wyglądający niezwykle surowo Lincoln i Octavia, oraz przybici Monty i Jasper. Przy stopach Clarke klęczał Bellamy, rozbity i złamany, ze śladami łez na twarzy.
W nieco większej odległości stali inni mieszkańcy Camp Jaha – zarówno ci z setki, jak i rozbitkowie z arki. Wszyscy trwali w milczeniu.
Ciszę przerwał Kane, słowami, którymi żegnał swoją matkę.

- W pokoju, opuść to wybrzeże... - Zaczął. - ...W miłości, odnajdź następne. Bezpiecznej podróży, aż do końcowej, na ziemię... - Do jego głosu dołączyli pozostali. - Byśmy się ponownie spotkali.

1 komentarz :