29.12.2015

The 100's 30 Day Fanfiction Challenge - Dzień #7

Motyw: Ulubiona lokacja
Dzieje się: Ostatnie trzy odcinki sezonu 1; Arka
Inne uwagi: Spoilery; znane wydarzenia z nieco innej perspektywy
Więcej o Fanfiction Challenge: [link]

Ocalałych po kradzieży Exodusu były całkiem sporo. Tych, którym udało się bezpiecznie dotrzeć na Ziemię - o wiele mniej.




Alice poczuła na twarzy lekki powiew. Spróbowała otworzyć oczy, ale powieki miała niczym z ołowiu. Jak przez mgłę usłyszała jakiś męski głos, ale nie rozumiała słów. W końcu udało jej się odetchnąć trochę głębiej. Powoli zatrzepotała powiekami, starając się zachować je w pozycji uniesionej dłużej niż ułamek sekundy. W końcu jej się udało. Zdezorientowana rozejrzała się dookoła. Wokół niej leżeli inni ludzie w podobnym stanie. Kawałek dalej ujrzała mężczyznę, w którym po chwili rozpoznała radnego Kane'a. Obejmował kobietę, która oddychała ciężko. Alice nie widziała stąd jej twarzy i nie była w stanie powiedzieć, kto to.

***

Wyglądało na to, że całą Arkę spotkała jakaś katastrofa. Alice dopiero po przepytaniu kilku osób znalazła kogoś, to miał śladowe pojęcie o tym, co się dzieje. Wyglądało na to, że statek, który miał zawieźć ludzi na Ziemię został porwany, a stacja kosmiczna uległa przy tym uszkodzeniu. Kobieta nie była w stanie wydobyć z nikogo więcej szczegółów.
Ocalali zbierali się w jednym z pomieszczeń na polecenie kanclerza. Gdzie był sam Jaha, nikt nie potrafił powiedzieć. Panowało zamieszanie, tłum szeptał, zadając wciąż te same pytania: „czyja to wina? Co teraz z nami będzie?” Nikt nie znał odpowiedzi.

***

Godzinę, może dwie, czekali w niewiedzy. Alice było zimno. Jej jedynym pocieszeniem był fakt, że w przeciwieństwie do wielu ocalałych, ona nie miała już żadnej rodziny. Nie został jej nikt, o kogo mogłaby się martwić. W dużej mierze było jej wszystko jedno.
Kiedy w końcu Jaha nadał komunikat na całą Arkę, większość ludzi zaczynała wariować. Wiadomość, mówiąca że to koniec i system podtrzymywania życia nie będzie działał zbyt długo, przyniosła zaskakujący rezultat. Tłum uspokoił się, większość popadła w zadumę.
Alice słyszała ciche szlochanie dziecka i uciszającą je matkę. Słyszała modlitwy.
Sama nie wierzyła, że Bóg istnieje. A na pewno nie jest dobry. Bo gdyby był, czy pozwoliłby na takie cierpienie?
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, kobieta usiadła przy jednym z okien i wpatrywała się w przestrzeń kosmiczną. Zamierzała spędzić swoje ostatnie godziny myśląc o dawno utraconych bliskich...

***

Kiedy usłyszała, że istnieje nadzieja, że sprowadzają Arkę na Ziemię, miała mieszane uczucia. Z jednej strony była trochę zawiedziona, myślała że to już naprawdę koniec, że wreszcie odpocznie. Z drugiej strony obudziło to w niej nową iskierkę życia, o której istnieniu nie miała do tej pory pojęcia. Dlatego z pewną dawką ekscytacji zajmowała miejsce w jednym z modułów stacji, razem ze tłumem innych ocalałych.

***

Gdy Arka rozpadła się na części, większość zareagowała nerwowo. Nie mieli gwarancji, że podróż na Ziemię będzie bezpieczna, czy że w ogóle ją przeżyją. Na początku wstrząsy były stosunkowo małe, ale zwiększyły moc i częstotliwość, gdy wpadli w atmosferę. Alice zamknęła oczy. Nie była tchórzem, ale gdyby jednak im się nie udało, nie chciała widzieć ludzi wokół spalanych żywcem czy łamiących kręgosłupy, gdyby rozbili się o powierzchnię. I była to dobra decyzja, ponieważ nigdy więcej nie dane jej było ich otworzyć.

1 komentarz :