09.01.2016

The 100's 30 Day Fanfiction Challenge - Dzień #18

Motyw: Najbardziej łamiący serce moment
Dzieje się: Odcinek Twilight's Last Gleaming; Arka
Inne uwagi: Tor i Reece; The Culling
Więcej o Fanfiction Challenge: [link]

Tor Lemkin poświęciłby wszystko, byle jego córka mogła rosnąć w zdrowiu i szczęściu. Nawet własne życie...



Abby obejrzała uważnie dziewczynkę, świecąc jej latarką w oczy i sprawdzając reakcję.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się do Reese, po czym spojrzała na jej ojca z powagą w oczach. Mężczyzna szybko zrozumiał, że to dobry pomysł na odesłanie córki.
- Idź do panny Lucy, ja zaraz was dogonię. - Mrugnął do niej porozumiewawczo. Ośmiolatka skrzywiła się, ale posłusznie pobiegła do czekającej na nich w korytarzu kobiety. Ojciec popatrzył badawczo na doktor Griffin.
- Wada wzroku pogarsza się. Wkrótce pana córka może całkowicie oślepnąć. - Oznajmiła ze smutkiem.
- Powód?
- Niedobór tlenu.
- Czy jestem w stanie coś zrobić? Jakoś jej pomóc?
- Niestety nie, przykro mi. - Abby potrząsnęła głową. W jej głosie pobrzmiewał żal. Chciałaby móc coś z tym zrobić.

***

Tor Lemkin właśnie pokazywał swojej córce kolorowe obrazki z książki, którą udało mu się wyciągnąć od Nigel, gdy wszystkie ekrany na Arce ukazały twarz Abby. Wiadomość, którą przekazała, mocno nim poruszyła. Czyli jednak był sposób, by pomóc Reese! Później pomyślał o konsekwencjach – swoim dziecku zostawionym bez rodziny, tylko z panną Lucy do opieki.
Jakiś czas zajęło mu podjęcie decyzji, ale gdy się nad tym zastanowił, nie była dla niego trudna – zrobiłby wszystko, by zapewnić córce lepsze życie. Powiedział kobietom, że musi coś załatwić i poszedł zgłosić się na ochotnika.

***

Gdy jakiś czas później wrócił do pomieszczenia, zastał Reese bawiącą się szmacianą lalką.
- Cześć tato! - Dziewczynka przerwała na chwilę, by spojrzeć na mężczyznę, po czym wyciągnęła w jego kierunku zabawkę. - Popatrz, dorobiłam pannie Amy włosy! - Zawołała z dumą. Rzeczywiście, z głowy lalki spływały teraz rude kołtuny.
- Skąd wzięłaś włóczkę? - Tor zagrał zaskoczonego, choć tak naprawdę kreatywność córki nie dziwiła go, co najwyżej była powodem do dumy.
- Panna Lucy mi przyniosła! - Odparła entuzjastycznie dziewczynka.
- To cudownie! Słuchaj Reese... - Poważniejący ton zwrócił uwagę ośmiolatki. Spojrzała w jego kierunku. - Muszę dzisiaj dłużej zostać w pracy.
- Czemu zawsze ty musisz zostawać? - Spytała dziewczynka niezadowolona.
- Żebyś potem na przykład mogła mieć lalkę. - Odpowiedział łagodnie, po czym podszedł i pocałował ją w czoło. - Bądź grzeczna dla panny Lucy.
- Tak tato... Bo zawsze jestem okropnym bachorem... - Stwierdziła Reese, krzywiąc się. Słysząc to Tor tylko się uśmiechnął.

***

Mężczyzna wiedział, że już nadszedł czas. I nie żałował swojej decyzji. W ten sposób zapewniał przyszłość córce, a to było warte jego poświęcenia.

Kiedy poczuł, że w pomieszczeniu zaczyna brakować powietrza, ścisnął mocniej różową spinkę, która należała do Reese. Miał nadzieję, że nie pogniewa się na to, że ją podkradł. Potrzebował mieć coś od niej w tej ostatniej godzinie. By czuć się lepiej witając śmierć.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz