07.01.2016

The 100's 30 Day Fanfiction Challenge - Dzień #16

Motyw: Najbardziej znacząca śmierć
Dzieje się: Przed sezonem 1; Arka
Inne uwagi: Śmierć Jake'a nie była dla mnie najbardziej poruszająca, ale znacząca? Jak najbardziej.
Więcej o Fanfiction Challenge: [link]

Noc przed egzekucją jest wyjątkowo ciężka, ale o ile gorsze jest pożegnanie z tymi, których kochasz?


Mężczyzna siedział z głową schowaną w ramionach. Chciał dobrze... Nagie ściany celi nie dodawały mu otuchy i przypominały o nieuchronnym, które miało nadejść następnego ranka. Zastanawiał się, co zrobił nie tak. Dlaczego rada tak bardzo uparła się na trzymaniu ludzi w niewiedzy?! Czy nie widzieli, że mają prawo to wiedzieć? I że może w ten sposób udałoby się zapobiec katastrofie...?
Uderzył dłonią o zimną podłogę, sfrustrowany. Teraz już nic nie mógł zrobić. Miał tylko nadzieję, że Clarke zachowa rozsądek i nie pójdzie w jego ślady. Wierzył jednak, że Abby zadba o ich małą dziewczynkę.

***

Ranek przyszedł zaskakująco szybko. Dla oczekującego mężczyzny była to niemal ulga. Zbliżająca się egzekucja przynajmniej ukróciłaby to męczące czekanie. Bo tak właśnie było – Noc spędzona samotnie w celi nieraz sprawiała, że więzień pragnął wykonania wyroku – byle nie musieć już dłużej trwać w zawieszeniu między życiem, które jeszcze posiadał, a śmiercią, która miała nadejść.
Wkrótce zjawili się wartownicy, zabierając go miejsca, w którym miała się odbyć egzekucja. Nie musieli ciągnąć go siłę, dobrowolnie podążał z nimi, zrezygnowany. Na miejscu oczekiwała go Abby.
- Jake! - Zawołała na jego widok i podbiegła, rzucając mu się w ramiona. Przytulił ją mocno, gładząc jej włosy uspokajająco. Po chwili kobieta odsunęła się, w jej oczach błysnęły łzy. Mężczyzna zdjął z palca swoją obrączkę i włożył jej w dłoń, patrząc jej w oczy. Po chwili zaś zaczął zdejmować swój zegarek.
- Przekaż go Clarke... - Nie dokończył zdania, bo przerwał je głośny krzyk z końca korytarza.
- Tato! - Blondwłosa dziewczyna biegła w jego stronę. Wartownicy próbowali ją zatrzymać, ale wyrywała się, aż stojąco opodal kanclerz, który nadzorował całe wydarzenie, gestem nakazał im ją przepuścić. Clarke podbiegła do Jake'a i przytuliła go mocno.
- Tato...
- Shh, spokojnie słonko... - Mężczyzna skończył zdejmować swój zegarek. - Teraz jest twój. - Podał go córce, wykrzesując z siebie odrobinę uśmiechu. Dużo go to kosztowało, ale dla niej zrobiłby wszystko.
- Nie, tato, nie... - Mamrotała Clarke, a łzy spływały jej po twarzy. Jaha pokazał, że już znak. Jake posłusznie się odsunął. - Nie! - Zawołała dziewczyna, wyrywając się za nim, ale Abby w porę ją chwyciła i przytuliła do siebie.
Jake bez dalszych pożegnań wszedł do śluzy, która odgradzała korytarz od przestrzeni kosmicznej. Stanął przodem do zebranych, gdy drzwi skutecznie odcinały go od rodziny. Uśmiechnął się do nich po raz ostatni, gdy jego egzekutor majstrował przy przyciskach.
A potem śluza się otworzyła i Jake'a już nie było.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz