27.12.2015

The 100's 30 Day Fanfiction Challenge - Dzień #5

Motyw: Ulubione relacje romantyczne
Dzieje się: Nieokreślony czas po 2 sezonie; Camp Jaha
Inne uwagi: Urocze, świąteczne Kabby <3
Więcej o Fanfiction Challenge: [link]

Kiedy Abby znalazła w Mount Weather wiekową książkę o rozmaitych tradycjach sprzed zagłady, przez pewien czas nie potrafiła mówić o niczym innym, jak o pewnym rodzinnym grudniowym święcie...



- Daleko jeszcze? - Abby szła przed siebie z opaską na oczach. Do jej nosa docierał jakiś przyjemny zapach, ale nie potrafiła z tego wywnioskować nic konkretnego.
- Tylko kawałek. - Odparł pogodnie Marcus. Cały dzień chodził podekscytowany niczym dziecko, co powinno ją doprowadzić do jakiegoś wniosku. Ale niestety, naprawdę nie miała pomysłu, na co wpadł tym razem.
Po zmianie oświetlenia potrafiła stwierdzić, że zmienili pomieszczenie na jaśniejsze, o żółtawo-pomarańczowym źródle światła – ale mogła się mylić.
- Marcus! Powiesz mi wreszcie o co chodzi, czy-?
- Jesteśmy! Możesz zdjąć opaskę! - Pierwszym co zobaczyła, była niezwykle rozpromieniona twarz Kane'a. Następnie cały pokój eksplodował w głośnym „NIESPODZIANKA!!!”.
Abby patrzyła dookoła oniemiała. Znajdowali się w jednym z pomieszczeń ocalałych z Arki, ale tak odmienionym, że nigdy by tego nie zgadła, gdyby była inna opcja. W kącie stała choinka przystrojona łańcuchem kolorowych lampek i ozdobami wykonanymi prawdopodobnie przez Ziemian. O ile te drugie zdobyć było pewnie stosunkowo łatwo, o te pierwsze wolała nie pytać. Miała swoje podejrzenie, skąd mogły pochodzić.
Oprócz choinki w pomieszczeniu stały dwa podłużne stoły, na których było pełno rozmaitych potraw. Nie wszystkie wyglądały jadalnie, przynajmniej jej zdaniem, ale liczyły się intencje kucharzy. Przestrzeń na środku pozostała wolna i to tam teraz stał tłumek ludzi, który przywitał ją takim entuzjazmem – byli tam m.in. Jackson, Sinclair, Raven, Octavia, Lincoln, Wick, Bellamy, a na ich czele oczywiście Marcus. Z osób bliskich jej sercu brakowało tylko Clarke. To zabolało Abby w środku, ale tylko przez chwilę, bo zaraz jej uwagę odwrócił Kane.
- I jak? Podoba ci się? - Jego uśmiechnięta twarz potrafiła odgonić od niej wszystkie ponure myśli. Szkoda, że na co dzień nie mieli wielu okazji do uśmiechu.
Abby podeszła do niego i przytuliła mocno. Mężczyzna objął ją ramionami i wtulił się w jej włosy.
- Dziękuję! - Szepnęła mu do ucha. Gdy po chwili się od siebie oderwali, zorientowali się, że reszta obecnych gapi się na nich nie bez zainteresowania.
- No, skoro już mamy świąteczną atmosferę, to może by dodać trochę muzyki? - Zawołał Kane.
Jak na zawołanie, Raven podbiegła do ukrytego do tej pory odtwarzacza.
- Skąd...? - Abby spojrzała zaskoczona. Marcus tylko mrugnął do niej porozumiewawczo.
Rozległy się dźwięki piosenki o umiarkowanym tempie – radosnej, ale spokojnej jednocześnie.
- Czy mogę prosić do tańca? - Marcus ukłonił się lekko.
- Myślałam, że najpierw je się obiad? - Roześmiała się Abby, podając mu rękę.
- Rozgrzewka dobrze nam wszystkim zrobi.
Pary utworzyły się szybko i już po chwili na parkiecie tańczyło ich kilka.

***

- Czy uważasz, że oddaje to klimat święta, o którym czytałaś? - Spytał Kane, gdy już zasiedli przy stole.
- Lepiej, niż mogłabym to sobie wyobrazić. - Odparła jego wybranka pomiędzy jedną a drugą łyżką zupy. Mężczyzna po raz kolejny tego popołudnia uśmiechnął się, zupełnie jakby nie był sobą, tylko całkowicie odmienionym świątecznym Marcusem. Zresztą, może tak było.
Nagle od tyłu podbiegła Raven, trzymając coś w górze.
- Hej, jeszcze nie wszystkim tradycjom stało się zadość! - Zawołała radośnie. Abby spojrzała ponad siebie, by zobaczyć, o co chodziło dziewczynie. W jej ręce znajdowało się nic innego jak jemioła!
- Chyba nie... - Zaczęła, oczywiście wiedząc doskonale, co to oznaczało. Sama im ten zwyczaj wyjaśniła, gdy kilka tygodni wcześniej znalazła niezwykle starą książkę o ziemskich zwyczajach.
Jednak gdy Marcus nachylił się i ją pocałował, nie broniła się. Wręcz przeciwnie, zatopiła się w tym pocałunku i wśród radosnych śmiechów reszty towarzystwa zapomniała o tym, że gdzieś tam istnieje jeszcze okrutny świat, do którego będzie trzeba wrócić.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz