10.07.2014

The 100- Our Story (Fanfiction) #1 cd.


Zapraszam do kontynuacji pierwszego rozdziału. Pojawiają się nowi bohaterowie, nowe relacje i tajemnice. Sami zobaczcie, jak Cornet rozwija akcje. Miłego czytania i zostawcie po sobie komentarz dla autora :)



3.

Ziemia – teraźniejszość.

Wszyscy więźniowie zebrali się przy głównych drzwiach statku, a przynajmniej tak im się wydawało. Odkryli, że te którymi zostali wprowadzeni zostały szczelnie zamknięte przez blokadę mechanizmu otwierającego, najprawdopodobniej po uderzeniu w ziemię. Tak stwierdziła Ruby Vinley, wysoka dziewczyna o długich rudych włosach i kształtnej twarzy, która była jednym z najbardziej prosperujących studentów na miano głównego mechanika Arki. Jednak niesłusznie posądzona o morderstwo przyjaciółki, została wysłana razem z Setką.
- Myślisz, że możesz to otworzyć? - spytała pełna nadziei Grace, która przerwała grobową ciszę panującą wśród więźniów.
- Chyba tak. - odpowiedziała nawet nie patrząc na dziewczynę. - Na pewno byłoby łatwiej gdybyście wszyscy nie patrzyli mi na ręce.
Grace zarumieniła się ze wstydu. Więźniowie zaczęli powoli odsuwać się i szukać miejsca, żeby usiąść wygodnie. Mała grupa zdecydowała użyć miejsc w których spędzili „podróż”. Grace była jedną z tych osób. Zaczęła rozglądać się dookoła, żeby zorientować się w której części statku się znajduję.
Była to środkowa część, która była najmniej spisana na straty w razie kolizji, większość ścian była pusta, z kilkoma wnękami, które po głębszej analizie okazały się kojami dla załogi. „Część mieszkalna” - pomyślała. „Więc to szybko przerobiony transportowiec. Pod nami musi być magazyn a nad nami mostek”.
Rozglądając się, zauważyła sierżanta stojącego przy drabinie łączącej wszystkie trzy pokłady. Powoli skierowała się w jego stronę, po drodze mijając Remy która opiekowała się Jamesem. Machnęły porozumiewawczo głowami. „Czyli jednak mówił prawdę...” powiedziała pod nosem.
Ocknęła się dopiero kiedy wpadła na żołnierza. Omal się nie przewróciła i dopiero teraz zorientowała się, że jest od niego o głowę niższa, a on nawet nie zauważył, że się od niego odbiła.
- Przepr...
- Twój przyjaciel. - przerwał jej. Grace była nieco zdziwiona i wybita z rytmu tym stwierdzeniem.
- Anthony. - dodała niepewnie.
- Wiem. Anthony Gray. Skazany za atak na strażników. Tak samo jak ty. - odparł spokojnie. Dziewczyna poczuła się nieco skołowana. Jednak z drugiej strony zaczęła rosnąć w niej złość z bezradności. - To dzięki waszej dwójce powstał oddział który szkoliłem. Wy jesteście powodem narodzin tych „pseudo wojowników”.
- MY?! - warknęła ze wściekłością przechodząc przed niego i patrząc mu w twarz. Sierżant dalej patrzył się w sufit. A raczej właz do górnego pokładu. - Jak śmiesz w ogóle... - zamilkła na chwilę bo dotarły do niej ostatnie słowa żołnierza. - Jak to, „pseudo wojownicy”?
Sierżant zaśmiał się cicho. Opuścił głowę i spojrzał jej w oczy, duże i ciemnobrązowe oczy. Po chwili na jego twarzy zamalował się uśmiech. Ale nie ten sam szyderczy co do Jamesa, a przyjazny i pełen... opieki. Dziewczyna na chwilę zamarła bo nie wiedziała czego się spodziewać.
- Niska jesteś. - rzucił żołnierz. Grace automatycznie się zarumieniła i spuściła głowę, sama nie wiedziała z jakiego powodu. Mężczyzna odgarnął jej rude loki zaczesując za ucho. Collin podniosła wzrok. - Mówię o nich „pseudo wojownicy” bo nie potrafili opanować tego co chciałem im przekazać. - Sierżant znów zaczął patrzeć na właz. - Zbyt brutalnych strażników wrzucali do tych „wojowników” na „moje szkolenie”. Gówno nie szkolenie. - Grace słuchała go uważnie, zastanawiała się czy mówi szczerze, czy tylko z nią pogrywa, ale w jego głosie wyczuła nutkę złości. - Patrzysz nie w tą stronę. - dopiero zorientowała się, że bezceremonialnie się na niego gapi. - Twój przyjaciel wyjdzie z górnego pokładu. Zaraz otworzą właz.
- Skąd Ty..
Nie dokończyła. Właz został otwarty tak jak to przewidział żołnierz, jednak zaraz po tym coś, albo ktoś, spadł z góry. Sierżant pewnie złapał ją w swoje ramiona. Ją i to nie byle jaką ją. Średniego wzrostu, zgrabna z długimi brązowymi włosami i przeciętnych rozmiarów dekoltem, który był widoczny przez wcięcie w bluzce. Kiedy tylko poczuła, że ktoś ją złapał, bez namysłu oplotła rękoma szyję swojego wybawcy, wyglądali niczym para młoda. Grace upadła ze strachu i patrzyła się na to kompletnie zaskoczona. Jakby żołnierz przewidział przebieg wydarzeń.
- Witaj kochanie – rzucił kiedy tylko „panna młoda” popatrzyła na jego twarz. Dziewczyna miała mały nos i pełne usta, oraz oczy w kolorze jadeitu.
- Większość facetów ma zwyczaj gapienia mi się na cycki. - rzuciła niedbale.
- Nie jestem większością facetów. - Dziewczyna uśmiechnęła się z zadowoleniem, nie dało się ukryć że sierżant również.
- Luna Night.
- Crux.

Grace powoli dochodziła do siebie i zorientowała się, że siedzi na ziemi dopiero gdy usłyszała, że ktoś ją woła. Był to męski głos. I to bardzo dobrze dla niej znany.
- Anthony? - spytała nie pewnie i podniosła wzrok, zauważając swojego przyjaciela wychodzącego z górnego pokładu. - Anthony!! - wrzasnęła uradowana. Gdy chłopak zszedł z drabiny Grace natychmiast rzuciła mu się na szyję przytulając się do niego z całej siły. - Nic ci nie jest? - spytała pośpiesznie.
- Nie. A tobie? - dziewczyna pokręciła przecząco głową. - To dobrze. Podobno jest z nami jeden z ochroniarzy, to prawda?
- O mnie pytasz Gray? - rzucił Crux, który stał za Anthonym. Chłopak się odwrócił i spojrzał w twarz żołnierza z ogromną nienawiścią.
Anthony Gray był wysokim ciemnoskórym chłopakiem, o dość pokaźnej i muskularnej posturze. Krótkie dredy warkocze nadawały mu jeszcze bardziej wygląd „wojownika z getta”.
Grace starała się odciągnąć Anthonego, ale bez skutecznie, całej akcji z bliska przypatrywała się Luna, a z dalszej odległości reszta więźniów, łącznie z tymi schodzącymi z górnego pokładu, którzy z połowy wysokości skakali jak najdalej od tej dwójki.
- Zginiesz psie. - warknął Gray. - Za moją rodzinę. Oraz wszystkie rodziny tych więźniów które zostały stracone na Arce!!
Crux zaśmiał się głośno, co nieco wybiło z rytmu Anthonego. Kiedy żołnierz się uspokoił, na jego twarzy znów zamalował się szyderczy uśmiech. Grace wiedziała, że to może się źle skończyć. Kolejne głupie narażanie życia, czego nie lubi najbardziej. Widziała co się stało w ułamku sekundy z Jamesem, a przecież Crux był wtedy zabezpieczony pasami.
Żołnierz podniósł rękę i energicznie zaczął zginać i prostować palce w nonszalanckim geście zachęcenia Anthonego do ataku. Ten miał właśnie nastąpić, gdy z drabiny zeskoczyły między nich, co powstrzymało ewentualny rozlew krwi, dwie postacie.
Ender Crouch, szczupły, średniego wzrostu chłopak, któremu kruczoczarne włosy opadają na czoło, pod którymi skrywa niewielką bliznę w kształcie krzyżyka.
Druga postać to Aleksandra Brown. Szczupła, niecałe 170 centymetrów wzrostu. Ciemne włosy sięgające do pasa i oczy, które są lekko skośne przysłonięte dużą ilością rzęs. Do tego lekko zadarty nos i małe usta czerwonego koloru. Każdy kojarzył ją z naturalnego piękna, bo nigdy nie nosiła makijażu.
Anthony był nieco zdziwiony takim obrotem spraw. W prawdzie nie tylko on, bo Luna i Grace także nie wiedziały o co chodzi. Tylko Crux dalej stał ze swoim uśmieszkiem niewzruszony.
Collin dobrze wiedziała kim jest owa dwójka. Każdy to wiedział. Crouch został wrobiony w kradzież, a jego rodzice – matka lekarka i ojciec mechanik – nie mogli udowodnić niewinności syna, a Brown była marzeniem każdego chłopaka na Arce.
- Spokojnie panowie, nie ma sensu rozlewać niepotrzebnie krwi. - zaczął spokojnie Ender.
- Nie mieszaj się w to. - syknął Anthony. - Nie chcesz tego, bo twoi rodzice nadal żyją!
- Walka to nie rozwiązanie, nie teraz! - krzyknęła Aleksandra.
Anthony dalej był wściekły i starał się ich ominąć, a Crux znów zarzucił swoją obojętny wyraz twarzy i skrzyżował ręce na piersiach. Początkowo Brown i Crouch chcieli uspokajać obu, jednak widząc, że większy problem jest z Anthonym, na nim skupili swoją uwagę. Grace również chciała pomóc, ale nienawiść Graya do strażników przez ostatnie lata wzrosła niewyobrażalnie tak samo jak jego siła.
- A może załatwimy to jak wyjdziemy, co? - rzucił spokojnie Crux. Wszystkie pary oczu skoncentrowały się na nim i na tym co ma do powiedzenia. - Bez wtrącania się osób trzecich. Bez zbędnych narzędzi. - ciągnął dalej sierżant. - Ja, ty i gołe pięści. Stawką będzie życie. Wtedy przekonamy się czy lepszy jest wojownik z getta, czy … - Crux przerwał na chwilę i zgiął głowę w lewo i prawo „strzelając” kręgami szyjnymi - Wyszkolony do zabijania żołnierz.
Zapadła martwa cisza. Wszyscy, bez wyjątku stali jak wryci. Jedyne słyszalne dwa głosy to błagająca o spokój i odmowę Grace, oraz klnąca pod nosem Ruby, która miała problem z drzwiami. Z Anthonego powoli schodziło powietrze.
- ZGODA!! - krzyknął po chwili. - Gdy tylko wyjdziemy czeka cię powolna śmierć gnido!
Crux znów uśmiechnął się szyderczo, dla Grace popłynęło kilka strużek łez, natomiast tłum więźniów zareagował entuzjastycznie na wieść o pojedynku.
„Chleba i igrzysk” pomyślał Crux, który odwrócił się i skupił uwagę na włazie do dolnego pokładu, który był zatrzaśnięty praktycznie na amen. Żołnierz kucnął przy nim i zaczął badać sprawę.
- O ile wyjdziemy. - przerwała chwilową radość Ruby. - Te drzwi są zbyt uparte jak na razie.
- Pozwól, że ci pomogę. - rzucił Crouch i zaczął iść w jej kierunku.
- Nie dzięki. - odparła dziewczyna. - poradzę sobie bez twojej pomocy pięknisiu. - dodała ze złością.
- Schowaj te wiadro jadu. Są ważniejsze rzeczy, więc sprawy przeszłości zostaw na później, zgoda? - odpowiedział szybko Ender. Dziewczyna myślała przez chwilę.
- Zgoda. Ale jak stąd wyjdziemy, jesteś dla mnie powietrzem Crouch. Jasne?
Chłopak nie odpowiedział tylko uśmiechnął się przelotnie i skierował się od razu do mechanizmu drzwi.


- Anthony jak mogłeś? - spytała ze łzami Grace. - On cię zabiję. Nie widzisz kim on jest?
- Nikim. - odparł Gray. - Już raz pokazaliśmy strażnikom, a to było ponad dwa lata temu. Teraz będzie gorzej, bo poleje się krew!
- Przestań. - rzuciła Brown. - Nie rozumiem was facetów. Wieczna walka. I po co? Zemsta, to nigdy nie jest dobry powód do.. czegokolwiek.
- Zwłaszcza do narażania życia! - dodała z krzykiem Collin. - Wiesz jak tego nie cierpię, więc dlaczego..
- Zaufaj mi. - odrzekł chłopak. - Grace, ufałaś mi przez tyle czasu. Zaufaj mi jeszcze raz, okay?
- O.. Okay. - niepewnie szepnęła Collin. Chociaż po głowie chodziło jej „i zobacz gdzie wylądowaliśmy”. - Jak w zasadzie się wydostaliście z pokładu?
- Siłą. - wyjaśniła Brown. - Potrzebowaliśmy kilku siłaczy, żeby otworzyć właz. Niestety na górze są same mięczaki i gdyby nie siła twojego przyjaciela, dalej byśmy tam tkwili.
Rozmowę przerwał im trzask i hałas otwieranego siłą włazu na dolny pokład. Ku zdziwieniu wszystkich, a najbardziej pasażerów górnego pokładu, Crux zrobił to sam. Nie oglądając się jednak na nic, wyjął i odpalił latarkę którą włożył w usta i powoli zaczął schodzić na dolny pokład.
Gdy tylko zniknął, spod pokładu zaczynali powoli wychodzić kolejni więźniowie. Byli to ci najsłabsi, którzy mieli najmniejsze szanse na przeżycie. Grace i Remy natychmiast rzucił się do pomocy.
„Teraz wszystko jest jasne” - mówiła w myślach Collin - „Transportowiec z autopilotem w razie zagrożenia lub problemów odrzuca magazyn. Dlatego są tam najsłabsi...”
Jej rozmyślania przerwał krzyk radości Endera i Ruby.
- Udało się!! Możemy otworzyć drzwi!! - krzyknęli jednocześnie. - No to jedziemy?
- Zaczekajcie! - powstrzymała ich Remy. Zdziwione miny zebranych więźniów wyrażały jedno pytanie, dlaczego? - Niech zbiorą się wszyscy. Jesteśmy jednością i jako jedność możemy przetrwać. - kolejne miny pytające „co?” - Eh, po prostu otwórzcie te przeklęte drzwi jak zbierze się tu cały dolny pokład!



4.

Crux chodził po magazynie wyraźnie szukając czegoś konkretnego. Zadanie utrudniali mu więźniowie, którzy jak najszybciej chcieli wydostać się z ciemnego i dusznego pokładu. Żołnierz bardziej unikał niż odpychał słabych skazańców, chociaż ci reagowali agresją i wulgaryzmami kiedy tylko światło latarki padło na ich przyzwyczajone do ciemności oczy.
Przedarł się w końcu do części pomieszczenia, w którym leżały skrzynie. „Witaj ślicznotko” - powiedział sam do siebie. I powolnym krokiem zbliżał się do tej z napisem „Krzyż”. Spodziewał się, a raczej miał nadzieję, że znajdzie tam to, co chciał. „W innym wypadku, wesoła gromadka skurczy się o jednego członka” - słowa skierował bardziej w przestrzeń niż do siebie.
Żołnierz przyklęknął przy zamku. Zabezpieczony magnetycznie, otwierany na kod. Kod który powinien znać. Przyjrzał się dokładniej...
Nowoczesny zamek, kodem są cztery dwucyfrowe liczby , co daje nieskończoną ilość kombinacji. Nie byłoby to problemem, gdyby nie mechanizm zabezpieczający przed kradzieżą. Każdy zamek jest wyposażony w mini-bombę, która wybucha automatycznie przy trzecim błędnym kodzie.
Crux przeklną pod nosem. „Cwaniak. Ciekawe jak mam sobie poradzić bez sprzętu... A gdyby tak” żołnierz zaczął powoli łączyć fakty. Napis na skrzyni to nie tylko wskazówka do odnalezienie sprzętu, ale do kodu..
W końcu znalazł pewne rozwiązanie. Wpisywał kod powoli, ale z nutką niepewności. Wiedział, że zamki potrafiły być niestabilne i wybuchać nawet przy pierwszych błędach.
03.
Nad pierwszą cyfrą zapaliła zielona lampka. Crux jednak dalej nie był spokojny.
18.
Kolejna zielona lampka. Czyżby to miało być aż tak proste?
21.
Crux na chwilę się zawahał. Mechanizm zaczął pracować i nie wiedział czy czeka go śmierć, czy nie. „A może to powinno być 22..” zaczął za dużo myśleć, co powodowało namysły czy nie popełnił błędu... Oczekiwał najgorszego.
Zielona lampka. Odetchnął z ulgą. „Czyli to jednak takie proste...”
24.
Zielona lampka. Zamek zabezpieczający automatycznie odskoczył i uchylił delikatnie wieko skrzyni. Crux zaczął je powoli otwierać, kiedy nagle ktoś z impetem przytrzasną je nogą.
- To nie twoje, więc po co ruszasz? - szepnął mu dość życzliwie żeński głos.
Żołnierz zrezygnowany pokręcił głową. Popatrzył na oficerskie buty i czarne spodnie. Po czym jednym ruchem złapał i pociągnął dziewczynę za nogę. Nie spodziewała się tego. Z impetem upadła tyłkiem na skrzynię i ich wzroki się skrzyżowały.
Dla Cruxa ukazała się chuda dziewczyna średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach, owalnej twarzy i niebieskich, wręcz świecących, oczach które idealnie kontrastowały z bardzo bladą cerą. Czarna kurtka i nieśmiertelnik. Crux od razu poznał, kim była owa dziewczyna, Katherina Winter.
- Witaj Sunshine i grzecznie proszę, wypierdalaj od mojej skrzyni. - żołnierz powiedział to takim tonem, że Katherina poczuła się bezpieczna, ale jednocześnie zagrożona. W końcu skąd ją może znać?
- Nie wydaje mi się, żebyśmy się sobie przedstawili, więc skąd wiesz jak się nazywam? – rzuciła pewnie dziewczyna. Wydawała się odważna, ale w tej chwili w środku trzęsła się jak galareta. Sierżant zmierzył ją bacznym spojrzeniem.
- Odwaga i nieumiejętne jej wykorzystanie to u was cecha rodzinna. - rzekł Crux znów machając ze zrezygnowaniem głową. - Jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego zginął twój brat i co tutaj robisz, to proszę zejdź z tej cholernej skrzyni i nie waż się mnie uderzyć! - warknął – Pani Kanclerz by się to nie spodobało. - dodał uśmiechając złośliwie.
Dopiero po ostatnim zdaniu zorientowała się, że stoi nad nim z uniesioną ręką gotową do ataku. Chciała to zrobić, chciała z całych sił... Po tym, jak jej brata skazano na śmierć, bez żadnych podstaw...
- Skąd... - zawahała się na chwilę. Kilka kropel łez pociekło jej po policzkach. - Skąd i co wiesz o moim bracie?
- Później. - przerwał jej. - Później odpowiem na wszystkie twoje pytania. Jak tylko stąd wyjdziemy, a teraz proszę, czy możesz się przesunąć? - tym razem głos Cruxa brzmiał ciepło i naprawdę jak prośba.Winter stanęła obok niego, a ten otworzył wieko. Ku jego zdumieniu ze skrzyni automatycznie wyłoniły się trzy półki...



7 komentarzy :

  1. Genialne!!! A moja postać cudowna!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest naprawdę świetne! :D Postacie wprowadzane są naturalnie i nie ma się wrażenia, że są na siłę. Rozbawił mnie tylko fakt, że sporo żeńskich bohaterek ma rude włosy ( w tym moja :D).

    OdpowiedzUsuń
  3. jak dla mnie świetnie :D coś mi się wydaje że Ender i Ruby się polubią :P tylko z tą blizną trochę popłynąłem xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne, moja postać fajnie ukazana, czekam na kolejną część :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne :D Mam nad, ze w kolejnej części pojawi się moja postać :3

    OdpowiedzUsuń